Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyjazd

Dobrze jest wyjechać. To jest takie proste - w innym miejscu żyje się inaczej. Inaczej płynie czas - niezależnie od tego, czy masz tyle samo obowiązków co w domu, czy nie.
Dobrze jest ruszyć w drogę. Samemu lub razem.
Przez ten wyjazd mniej pisałam, mniej pracowałam, ale za to więcej myślałam i planowałam. Jednak doba wciąż za krótka. O tym, że za krótka i że są dla mnie ważniejsze sprawy od pisania rozmawiałam z Beatą z Recenzji Beaty. Wywiad możecie przeczytać tutaj:

Najnowsze posty

Nikt nie woła... choć przez parę sekund :)

Bycie mamą i wykonywanie wolnego zawodu to coś wspaniałego i nie mam na co narzekać. Mogę zarazem pracować, pisząc w domu, jak i zajmować się moją córeczką, codziennie obserwować jej rozwój, cieszyć się jej bliskością i tak dalej.
ALE
Dziś wyjechaliśmy na parodniowy wyjazd. Wieczorem mąż zajął się dzieckiem, a ja zrobiłam sobie SAMOTNĄ kąpiel z drinkiem w dłoni i czułam się jakbym złapała Boga za nogi. Co za rozkosz! Obserwowałam swoje stopy po drugiej stronie lustra wody i naprawdę śmiałam się w głos. Nikt mnie nie wołał. Nikt nie chciał ode mnie niczego. Nie biegałam od komputera do przewijaka, od zakupów do wniosków o finansowanie warsztatów.
Wieszcz powiedziałby:
"W takiej ciszy - tak ucho natężam ciekawie,
Że słyszałbym głos z Litwy. - Jedźmy, nikt nie woła."

Mój kot wyskoczył

Dziś mi się śnił przedziwny koszmar. Mój kot z dzieciństwa - Puśka (który w rzeczywistości od dawna już nie żyje) wyszedł na balkon, spojrzał za siebie (na nas) i nie tyle nawet "wyskoczył" z trzeciego piętra, co po prostu postawił jedną, drugą, trzecią łapę poza balkonem i spadł. To była jego decyzja.
A potem okropieństwa aż zatykałam uszy i zasłaniałam oczy. Mój mąż poszedł na dół go pozbierać, a on nie spadł wcale "na cztery łapy".
Czy to dlatego, że poprzedniego dnia czytałam o przerażającym "rollercoasterze śmierci", czy dlatego, że właśnie urządziliśmy trochę balkon? Albo dlatego, że oglądaliśmy do późna (po raz tysiąc sto pięćdziesiąty) "Władcę Pierścieni" w wersji director's cuts? A może to z powodu mew, które wydzierały się niemiłosiernie od czwartej nad ranem?
No i czemu nagle Puśka?


Kierat wyobraźni

Po raz pierwszy od bardzo wielu lat nie pracuję nad książką fabularną. Chodzi mi o to, że nie piszę teraz niczego fikcyjnego - żadnej powieści. To znaczy... mam jakieś tam swoje szkice i notatki na temat kolejnej książki, a także mam bardzo konkretny pomysł na nią. Ale ponieważ doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny musiałam pisanie fabularne na razie odłożyć na bok, bo zajmuję się teraz innym projektem. Książką popularnonaukową.
Dziwne uczucie. Nie macie pojęcia o ile psychicznie i emocjonalnie łatwiejsze jest pisanie oparte na faktach :))). Jeśli weźmie się pod uwagę poświęcony czas oraz nakłady pracy to prawdopodobnie książka popularnonaukowa jest "trudniejsza" do napisania, bo wymaga ogromnej skrupulatności. Ale okazuje się, że odpoczywają przy tym emocje i w ogóle psychika :).
Taplam się teraz w tym temacie i jest mi z tym bardzo dobrze. Naprawdę miło jest czasem zrobić sobie małą odmianę w codziennym kieracie :).

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)

Człowiek podwórkowy

A wiecie co? Ostatnio niczego na blogu nie pisałam, bo mi się NIE CHCIAŁO. Tak, zgadza się - nie chciało mi się. Nawet nie chodziło o to, że nie miałam nic ciekawego do powiedzenia, czy podzielenia się. Nieprawda też, że nie miałam czasu. Po prostu - po wielu dniach beznadziejnej pogody nagle pojawiło się słońce. I ten zapach. Może nawet nie wiosny. Raczej lata.
Bo ja to jestem takie zwierzę podwórkowe. Jak na kogoś, kto trudni się pisaniem, niepokojąco mocno związana jestem z tym, co na zewnątrz domu. Chyba nigdy tak naprawdę nie wyrosłam z dzieciństwa i z przesiadywania na trzepaku.
W domu trudno mi usiedzieć bezczynnie. Jeżeli nawet mam taką możliwość, zaraz zabiorę się za jakieś sprzątanie, ogarnianie, za pracę, załatwianie spraw.
A gdy jestem na podwórku... Czas niech leci swoim tempem - ja tu sobie chłonę klimat ;)
I my tak sobie ostatnio na tym podwórku spędzaliśmy/łyśmy życie. Homo podwórkensis



Bazgrołów ciąg dalszy

Przed Państwem aktualizacja Galerii Bazgrołów :)








Wszystkie pozostałe Bazgroły znajdziecie we wspólnej Galerii Bazgrołów, czyli tutaj.