Przejdź do głównej zawartości

Laptop Który Zwiedza Świat

W zasadzie ciężko byłoby go nazwać "martwą" naturą, bo czy coś może być martwe, jeśli przez jego klawisze przewinęło się tyle myśli, namiętności, pytań, pomysłów...?

Może i jest bezduszny, bo potrzebuje kabla, żeby ruszyć. Z tego powodu kpią z niego Maszyna Tippa oraz Brulion z Piórem.
Maszyna jest przecież piękna - używanie jej to czysta rozkosz. Jej klawisze stawiają realny opór mechanicznej dźwigni. Jej konstrukcja jest kapryśna i wymaga dbałości.
Brulion i Pióro puszą się tradycją, którą noszą w sobie od czasów wielkich filozofów; szczycą się  połyskującą stalówką i szelestem kartek.
Maszyna i Pióro są kochane i podziwiane.

Ale przecież serce Laptopa - choć uruchamiane kablem - też czuje. Jego klawisze wiedzą - podobnie jak klawisze Maszyny i stalówka Pióra - kiedy wciskane są delikatnie i szeptem, a kiedy krzykiem. Wiedzą, kiedy piszą o miłości, a kiedy o bólu.

Laptop Który Zwiedza Świat widział niejeden zachód i wschód słońca. Wchłonął tysiące okruchów i ziaren piasku. Trzęsło nim w pociągach do Przechlewa, w samolotach do Alicante, w autokarach do Sewilli, w pociągach do Lublina. Mieszkał w przyczepie w Smołdzińskim Lesie, grzał się przy kominku Ku Fary.

Laptop Który Zwiedza świat też pamięta.


Komentarze

  1. Do tego ma silny instynkt przetrwania skoro tyle "przeszedł" choć nóg nie ma .... hmmm może dlatego, że wciąż jechał na czyimś "garbie" lub cudzych "skrzydłach" do tego potrafi zbierać zaskórniaki w postaci "okruszków wszelkiej maści z pewnością nie jest to martwa natura ma zdolności nadprzyrodzone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci tak - czasami jechał na garbie, a czasami na skrzydłach:) W Torremolinos, gdzie temperatura dociskała do 40 stopni był to - powiedzmy - skrzydlaty garb podróżnika;)

      Usuń
  2. Personifikacja... to jedno z niewielu rzeczy zapamiętanych ze szkoły. ;)Niektórzy tak mają. Przedmioty, które nas otaczają, te które są dla nas przydatne, ''starają'' się nam być pomocne, wytrzymują różne trudności, są niezawodne, godne zaufania... -stają się naszymi ''przyjaciółmi''. Obdarzamy je uczuciami, a one się nam odpłacają. Ja to rozumiem, bo też tak mam. Chyba coś w genach... ;) Na przykład rozmawiam z moimi pojazdami... :) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty już nawet komentarze jak te matury pisemne sypiesz z rękawa ;)

      Usuń
  3. I pierwsza impreze studencka na Tatarach;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)