Przejdź do głównej zawartości

Kawał o dziecku, psie i kocie


Ostatnio widziałam bardzo fajne doświadczenie przeprowadzone na dziecku, psie i kocie. Brzmi to niemal jak kawał o Niemcu, Polaku i Rusku, ale to nic z tych rzeczy.
Doświadczenie jest dość wiekowe, ale ja natknęłam się na nie niedawno. Badacze chcieli określić, jak bardzo koty przywiązane są do swoich właścicieli.

Doświadczenie z dzieckiem: do pokoju wchodzi mama i maluch. Bawią się. Potem do pomieszczenia wkracza nowa osoba, a mama pod nieuwagę dziecka wychodzi. Malec zorientowawszy się, że matki brak, szuka jej, a gdy ta wraca okazuje ogromną radość.

Czas na psa i jego właściciela. Reakcja analogiczna. Brak "pańcia" = poszukiwanie. Przychodzi "pańcio" = wielka radość.

Kolej na kota. Kot oczywiście zachowywał się z ograniczoną ufnością wobec nowego miejsca niezależnie od tego, czy właściciel był przy nim, czy nie. A po powrocie pańcia do pomieszczenia kot nie zmienia swojego zachowania.

Daleko idący wniosek był taki - kot nie jest przywiązany do swojego właściciela

Coś mi tu nie pasuje... To teraz ja postawię pytanie: jaka jest nasza wizja związku uczuciowego skoro jego miarą ma być paniczna reakcja na zejście z pola widzenia partnera...?


http://fatcatart.ru/gallery-2/?lang=en

Komentarze

  1. może chodzi raczej o ufność, że nasz "pańciu" wróci.. więc po co wpadać w panikę? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) No chyba, że od dziś zaczniemy wyróżniać trzy typy związku: "na dziecko", "na psa" i "na kota";)

      Usuń
  2. a może chodzi o to, że kot tak zestresowany był przebywaniem w nowym ''nie swoim'' pomieszczeniu, że czy z pańciem, czy bez niego i tak poziom stresu był zbyt wysoki aby badać słabe bądź co bądź kocie emocje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O przepraszam. Kota emocje nie są słabe. Kota emocje są powściągliwe;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)