Przejdź do głównej zawartości

Zacznijmy opowieść

Dzisiaj mam dla Was niezwykłą niespodziankę. Pod poniższym linkiem znajdziecie książeczkę, nad której treścią przed dwoma - trzema laty pracowałam razem ze swoim dziadkiem. Udostępniam ją oczywiście za darmo - nie jest to bowiem "prawdziwa książka", lecz udostępniony fragment historii rodzinnej.


https://drive.google.com/open?id=0B9ZVYFLvcq1LVUJLWkRQaF9mVlU


Jako mały chłopiec mój dziadek mieszkał pod Wilnem. Zawierucha wojenna i powojenna przerzucała członków jego rodzinny po najróżniejszych zakątkach Europy. Począwszy od Taganrogu nad Morzem Azowskim, przez Wilno, a skończywszy na Słupsku.

Już wiele lat temu my wszyscy, czyli członkowie rodziny zaczęliśmy dziadka namawiać, żeby te swoje wspomnienia jakoś zebrał razem - aby one przetrwały i nie zostały zapomniane.

Dziadek w końcu się zgodził i zaczął nagrywać na starych kasetach magnetofonowych swoje wspomnienia. Nagrywał zawsze jak mu się coś przypomniało - czasem więcej, czasem mniej. Wszystko to było dość chaotyczne, bo dziadek mówił po prostu to, co mu podpowiadała pamięć i nie segregował tych wspomnień w żaden sposób; nawet w sposób chronologiczny.

Dlatego kiedy skończył nagrywanie ktoś musiał zasiąść do jego wspomnień, przesłuchać je wszystkie, uporządkować, zapisać i opatrzyć komentarzem. Tym kimś byłam oczywiście ja :). Ponieważ historia dziadka jest zarazem częścią historii naszej rodziny, w książeczce tej pojawia się również sporo moich wspomnień oraz skojarzeń, które być może zrozumiałe głównie dla Trzeciaków.

Priorytetem, jaki przyjęłam sobie podczas pracy ze wspomnieniami dziadka było: "porządkować, ale nie cenzurować". Brak cenzury oznaczał dla mnie również pozostawienie oryginalnej wymowy i składni, którą dziadek do tej pory stosuje w swoich wypowiedziach. Jest tam pełno naleciałości z rejonów Wileńszczyzny, a także mnóstwo składni językowych, które do dziadka przylgnęły gdzieś na przestrzeni lat. Trudno powiedzieć - gdzie dokładnie. Pozostawiłam to wszystko w oryginalnej wersji uznając, że jest to właśnie największy skarb tej publikacji. Jedynie w niektórych miejscach musiałam powstawiać dodatkowe objaśnienia lub uzupełnić tekst w nawiasach, ponieważ dla kogoś "z zewnątrz" wypowiedzi dziadka mogłyby okazać się zbyt niezrozumiałe.

Ta historia jest zarazem pełna naszych wspomnień, jak i odkrywania historii codzienności, historii zwykłości i historii dzieciństwa w trudnych czasach, w których przyszło mojemu dziadkowi dorastać.

Powiem tyle - ja i dziadek nie zgadzamy się ze sobą w dziewięćdziesięciu procentach kwestii ideologicznych, czy filozoficznych. Ale opowiedzenie tej historii pozwoliło mi w dużej mierze zrozumieć - dlaczego tak bardzo się różnimy i zarazem odnaleźć to, w czym być może jesteśmy do siebie podobni.

Przy tej okazji muszę dodać, że życiorys żony dziadka - babci Zosi, a także mojego drugiego dziadka - Andrzeja i jego żony - babci Basi, był równie barwny i z jeszcze większą ochotą "rzuciłabym się" na zapisywanie go oraz ocalanie od zapomnienia. Ale żadne z nich nie zachowało swoich wspomnień, nie nagrało ich i nie zrobiło niczego aby ocalić je od zapomnienia. Babcia Zosia proszona o garść wspomnień macha zawsze fartuchem i mówi, że nie ma co opowiadać, bo: "mieszkała na kaszubskiej wsi, a w wieku osiemnastu lat wyszła za mąż i tyle". Ale jednak tych opowieści zebrałoby się znacznie więcej niż tylko "wyszłam za mąż i tyle".
Przeraża mnie, że to wszystko pójdzie w niepamięć - budzi się we mnie jakiś instynkt nałogowego chomika opowieści.

Wniosek? Zastanówcie się, czy i w Waszych rodzinach nie ma podobnych skarbów i postarajcie się je ocalić :).

Komentarze

  1. Coś pięknego, zazdroszczę Ci. I wiesz co? To chyba jest prawdziwa książka, może prawdziwsza od innych ;) Warto się tym zająć, a kto ma więcej talentu niż Ty? Plus uczucia. Warto :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Talent, uczucia... jeszcze żeby trochę więcej czasu znaleźć... :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)