Przejdź do głównej zawartości

Realizm

Do Gdyni wyjeżdżam już na dniach. Na nasze spotkanie oraz warsztaty zabieram ze sobą nie tylko książki, ale również tajemnicze akcesoria, którymi my - dorośli uwielbiamy się bawić tak właśnie, jak czyniliśmy to za czasów dzieciństwa.

Myślę, że z tych akcesoriów zrobimy bardzo dobry użytek już w najbliższą środę, 22 czerwca o godzinie 18:00 w Ciuciubabce.

https://web.facebook.com/events/252927965072866/
O kolejnych spotkaniach będę donosić na bieżąco.

A jeśli nadal zastanawiacie się, czy warto poświęcić czas i przeczytać "Dwadzieścia siedem snów", zachęcam do zapoznania się z opiniami innych czytelników. I to takich, których bardzo cenię i szanuję.

 
Wioleta Sadowska ("Subiektywnie o książkach")
 "Odkąd zakosztowałam prozy Marty A. Trzeciak, realizm magiczny stał mi się niezwykle bliskim motywem, jak nigdy dotąd. Historie autorki o tej, a zarazem zupełnie innej rzeczywistości, powodują bowiem na moim ciele dreszcze i momenty autentycznego zaintrygowania, które zapamiętam na długie lata. Marta Alicja Trzeciak po raz kolejny pozwoliła mi rozszyfrować swój tekst, a ja takie wyzwania uwielbiam."

Link do recenzji: tutaj




Aneta ("Zaczytana")

 "To magia. Realizm przedstawionych wydarzeń czasem aż przytłacza i gdyby wtłoczyć go czytelnikowi do głowy środkami właściwymi dla naturalizmu, byłaby to lektura ciężka, trudna, traumatyczna. Odrealnić realizm, to właśnie udało się autorce. Albo też stworzyć własną odmianę realizmu magicznego. Jak by tego nie nazwać, pewne jest jedno – lektura zachwyca. Postaci, język, fabuła, emocje – krok do zatracenia poczucia rzeczywistości, krok do stwierdzenia: to jedna z najlepszych książek, jakie się czytało."

Link do recenzji: tutaj
 



Komentarze

  1. "Książka zbiera pozytywne recenzje" - napisał ktoś w komentarzach. Gratulacje! Zgadzam się, że czytanie uczy cierpliwości i staranności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie, a pisanie to już zwłaszcza :)

      Usuń
    2. Miałam na myśli pisanie:)

      Usuń
  2. Twoją książkę sobie zamówię i maż mi przywiezie, tak się z nim umówiłam, bo się wybiera na urlop do Polski :) więc jeszcze chwilę, ale przeczytam, kisses

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I żebyć nie być gołosłowną, już mam, allegro to jednak najszybsze zakupy pod słońcem, teraz czekam na mój egzemplarz. Kisses

      Usuń
    2. O! Naprawdę się cieszę! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)