Przejdź do głównej zawartości

Podwójne życie (Weroniki)

Zazwyczaj przy końcu roku bierze nas wszystkich chęć na podsumowania i refleksje nad rokiem minionym. U mnie trochę inaczej.

Po pierwsze - z jakiegoś dziwnego powodu chęć podsumowywania minionego roku przychodzi do mnie latem. Może wynika to z tego, że w lipcu mam urodziny?

Po drugie - zamiast podsumowywać rok, podsumuję swoją pracę nad książką. A trwała ona od listopada zeszłego roku do chwili obecnej. W zasadzie - trwa nadal.

Innymi słowy - książka ta towarzyszyła mi w różnych sytuacjach życiowych nawet dłużej niż przez rok. Zaczynałam nad nią na poważnie pracować w listopadzie 2015...

Tak wyglądały pierwsze kroki (a w zasadzie litery) stawiane w treści powieści (rym!)...


A tak wtedy wyglądałam ja sama...


Potem przyszedł czas na kilka zmian w życiu. W połowie fabuły było już tak...



 oraz tak...


W kwietniu wróciłam "na stare śmieci", a powieść wraz ze mną. Rodzinne miasteczko i spotkanie z babciami.

 A potem przyszło lato...


I lato przeminęło...


A powieść wciąż się pisała. Nie oglądając się na nadchodzące święta, pory roku, okoliczności...


I nowych domowników...


W samej powieści również mijały pory roku, nadchodziły i przemijały kolejne święta. Przybywało i ubywało bohaterów. Nic dziwnego, że czasami czuję się dwa razy starsza niż jestem w istocie. Kto pisze książki, żyje podwójnie.

Komentarze

  1. Wszystkiego dobrego na nowy rok, Marta :) Dla Ciebie i Twoich Domowników - starych i nowych :))) Niech się piszą nowe książki, bo ci, którzy je czytają, też żyją podwójnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo i nawzajem :)

      Usuń
    2. Dołączam się do życzeń. Dodam jeszcze, że na każdym zdjęciu bardzo ładnie wyglądasz. Zazdroszczę pięknych długich włosów;)

      Usuń
  2. no piękne podsumowanie, aż się zaśmiałam...
    przyjemny uśmiech w noworoczny poranek podsyłam z życzeniami dla Was :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)