Przejdź do głównej zawartości

Człowiek podwórkowy

A wiecie co? Ostatnio niczego na blogu nie pisałam, bo mi się NIE CHCIAŁO. Tak, zgadza się - nie chciało mi się. Nawet nie chodziło o to, że nie miałam nic ciekawego do powiedzenia, czy podzielenia się. Nieprawda też, że nie miałam czasu. Po prostu - po wielu dniach beznadziejnej pogody nagle pojawiło się słońce. I ten zapach. Może nawet nie wiosny. Raczej lata.

Bo ja to jestem takie zwierzę podwórkowe. Jak na kogoś, kto trudni się pisaniem, niepokojąco mocno związana jestem z tym, co na zewnątrz domu. Chyba nigdy tak naprawdę nie wyrosłam z dzieciństwa i z przesiadywania na trzepaku.

W domu trudno mi usiedzieć bezczynnie. Jeżeli nawet mam taką możliwość, zaraz zabiorę się za jakieś sprzątanie, ogarnianie, za pracę, załatwianie spraw.

A gdy jestem na podwórku... Czas niech leci swoim tempem - ja tu sobie chłonę klimat ;)

I my tak sobie ostatnio na tym podwórku spędzaliśmy/łyśmy życie. Homo podwórkensis




 

Komentarze

  1. Ależ cudnie! Jak ja tęsknię za naszą polską plażą i polskim morzem. U nas też była taka letnia aura dwa dni wcześniej. :) tylko niestety nie mieliśmy okazji do nacieszenia się nią... ale jeszcze przyjdzie czas! Odliczam do urlopu - 4 tygodnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się to ostatnie zdjęcie. Z jakiegoś powodu kojarzy się z Muminkami i ich morzem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dom Muminków nadal jest moim marzeniem z dzieciństwa!

      Usuń
  3. Widać, ze prawdziwa feministka - sama rozkłada namiot na plaży :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow... ale cudne spędzanie podwórkowych chwil.. ciesz się każdą chwilą.
    A pisanie w naturalnym otoczeniu się nie zdarza?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że się zdarza, ale nie wtedy gdy jestem z rodzinką, bo wtedy o skupieniu się nie ma mowy ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)