Przejdź do głównej zawartości

Jak i nad czym pracuję?

Jak pracuję? Codziennie. Wytrwale. Z uporem maniaka.

Owszem, uroczo wyglądają te wszystkie zdjęcia wykonane podczas natchnionej pracy w sercu lasu - z rozwianym włosem, nad klawiaturą maszyny do pisania.


Nie zawsze jednak wygląda to tak pięknie. Zazwyczaj pracuję od bladego świtu. Z włosem nie tyle rozwianym, co sfilcowanym od poduszki. Z twarzą nie tyle natchnioną, co maksymalnie skupioną.



Pracę swoją dzielę na dwa rodzaje czynności: planowanie trasy oraz właściwą jazdę. I dokładnie jak w tej metaforze - potrzebuję marzenia / wizji / natchnienia, bo ono jest jak iskra, bez której nie ma zapłonu i silnik nie ruszy. Ale z drugiej strony - samą iskrą to sobie można co najwyżej "z popielnika na Wojtusia mrugać" (znacie tę smętną piosnkę?). Można odpalić silnik, postać na parkingu i pogazować tak, żeby sąsiedzi słyszeli, że wielcy z nas artyści.


Bo dopiero po tej iskrze zaczyna się prawdziwa trasa, która - nawet jeśli prowadzi do najdalszych zakątków świata i wiedzie przez najdziksze stepy - nie obejdzie się bez minimalnego choćby planu i bez kierowcy.

Tak też i ja - staram się zawsze osiągnąć konsensus pomiędzy swoją wizją a planem. Pomiędzy natchnieniem a ciężką harówą. Jakie są tego efekty...?



Zazwyczaj mam na warsztacie kilka książek na raz. W moim życiu oraz w mojej pracy chaos i porządek wiecznie walczą o dominację. Moje pisanie podlega humorom i emocjom dlatego piszę (chaos) i redaguję (porządek). Czasami mam wrażenie, że więcej z tego co napisałam idzie pod buta lub do kosza, niż kiedykolwiek ujrzy światło dzienne.







A nad czym pracuję obecnie?



 

Okoliczności przyjścia na świat głównego bohatera są dość nietypowe. Urodzony wśród książkowych regałów - na dziale "Legendy i mity"; zawinięty nie w pieluszkę, a w karty baśni - otrzymuje od swojej matki niezwykły spadek, który wyznaczy kierunek całego jego dorosłego życia.












"Lapis lazuli"

Jeszcze w czasach cywilizacji babilońskiej powstał mit o królowej Ereszkigal - okrutnej pani władającej krainą zatracenia i śmierci. Powstała również pierwsza, podziemna historia miłosna, w której to... No właśnie - co tam się w zasadzie wydarzyło...?

 
http://matrzeciak.blogspot.com/p/moje-ksiazki_30.html



  
Inne moje projekty


 
 https://drive.google.com/file/d/0B9ZVYFLvcq1LVUJLWkRQaF9mVlU/view
 

Sztuka
"Zwierzęca pamięć Adaleny"


 Adalena jest młoda. I bardzo niewiele wie na temat swoich potrzeb. Wszystko, co wypięte z ram gorsetu wydaje jej się zwierzęce i wyuzdane. Do czasu gdy na swojej drodze spotyka prawdziwe zwierzę...


 Powieść biograficzna

 Jako mały chłopiec mój dziadek mieszkał pod Wilnem. Zawierucha wojenna i powojenna przerzucała członków jego rodzinny po najróżniejszych zakątkach Europy. Począwszy od Taganrogu nad Morzem Azowskim, przez Wilno, a skończywszy na Słupsku.

Priorytetem, jaki przyjęłam sobie podczas pracy ze wspomnieniami dziadka było: "porządkować, ale nie cenzurować". Brak cenzury oznaczał dla mnie również pozostawienie oryginalnej wymowy i składni, którą dziadek do tej pory stosuje w swoich wypowiedziach. Jest tam pełno naleciałości z rejonów Wileńszczyzny, a także mnóstwo składni językowych, które do dziadka przylgnęły gdzieś na przestrzeni lat. Pozostawiłam to wszystko w oryginalnej wersji uznając, że jest to właśnie największy skarb tej publikacji.


Zbiór opowiadań
"Dramat śledzia po kaszubsku"

Zbiór opowiadań, który powstał w odpowiedzi na pytanie: co by było, gdyby mitologia dawnych Kaszubów była aktualna do dziś...? Co więcej – co by było, gdyby stare wierzenia kaszubskie okazały się prawdą...?
 








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wiosna, pani Trino

To już oficjalne! Od dziś wiosna! Bardzo mi brakowało tej zmienności gdy mieszkałam za granicą. Tych wszystkich stu pięćdziesięciu pór roku, które mamy w Polsce (przedwiośnie, już-prawie-wiosna, w-zasadzie-już-wiosna-ale-spadł-śnieg-i-jest-minus-dziesięć i tak dalej).
Wiosna sprawia, że tym przyjemniej mi się się wszystko ZACZYNA. Mam mnóstwo energii i wspaniale mi się grzebie w papierzyskach dotyczących historii Triny Papisten i pozostałych "czarownic" z Pomorza.
Tu w drodze do biblioteki Muzeum Pomorza Środkowego, które udostępniło mi ważne dla historii materiały :)

Święto Igieł

Sezon na zamiatanie igieł po choince uważam za otwarty. Zamiatanie Igieł to największe (a w zasadzie najdłuższe) święto w polskim kalendarzu wszelkich okoliczności. Rozpoczyna się tradycyjnie po 6 stycznia, a kończy się wraz z nastaniem kolejnych Świąt Bożego Narodzenia. Do tego czasu Polacy odnajdują igły w swoich skarpetach, posiłkach, w pościeli... słowem - wszędzie. Igły pozwalają im utrzymać przez cały rok świąteczną atmosferę. Nawet jeśli sądzisz, że już ich nie ma, pojawiają się gdzieś w zakamarkach. Nawet gdy nadchodzi Wielkanoc i myślami krążysz raczej wokół jajek, niż wokół igieł, one wyskakują gdzieś zza kanapy i radośnie kłują cię w palce :).
Skoro już uderzam w taki nastrojowy ton... Byłam dziś na cmentarzysku choinek i zrobiło mi się przykro. Gdy mieliśmy kominek, paliliśmy nimi wieczorkiem i czuliśmy jeszcze zapach iglaka, składając mu hołd oraz ciesząc się z jego całopalnego pożegnania. Teraz kominka brak i iglak poszedł do mogiły zbiorowej.
I w ogóle tak jakoś melanchol…

Czy moje "ja" jest naprawdę moje? :)

Podobno każdy z nas zmienia się mniej więcej co 7-8 lat. Oczywiście nie chodzi tu o wygląd, lecz o psychikę. I nie jest to zmiana nagła, ale stopniowa. Po prostu "ja" siedmioletnie i "ja" czternastoletnie różnią się tak bardzo, że równie dobrze mogłyby to być dwie inne osoby. Ale jeszcze ciekawiej jest gdy takie różnice występują pomiędzy mną dwudziestoośmioletnią a mną trzydziestopięcioletnią.
Nie macie czasem wrażenia, że na jakimś etapie życia wdrukowaliście sobie określony cel / sposób życia / plan / marzenie i po prostu zapomnieliście sprawdzać na bieżąco, czy on nadal jest aktualny? Bo czasami tak się o coś walczy, walczy i z jakiegoś powodu nie wychodzi. A może warto się zatrzymać i zastanowić, czy nadal tego w ogóle pragniemy? Czy to nadal są MOJE pragnienia, czy może pragnienia mnie z przeszłości?
Ot, takie filozoficzne rozważania przy wieczornym kakao ;)